W ich willi mieścił się magazyn broni, odbywały się zajęcia podchorążówki, ukrywał się cichociemny. Od 1942 roku mieszkali: kilkuletni Żyd, któremu nadano nowe imię Piotrek i Żydówka - nazwana Irena. Po kapitulacji, kiedy trzeba było opuścić miasto, pani Leonia z narażeniem życia wyprowadziła ich z Warszawy. Pierwszy września roku pamiętnego, to początek strasznej wojny światowej. Wtedy nie rozpoczął się rok szkolny. Bo wypełniły się dni i przyszło zginąć latem prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte… a lato było piękne tego roku. (k. I Gałczyński ) Z lasu przybocznego, Runęła szarża, Jezu, Maryjo Poszli… A lato było piękne tego roku Lato już za nami. Było wyjątkowo piękne. Mamy jesień. Oto zdjęcia na pożegnanie lata, zobacz! 23 września 2014, 19:36 (A lato było piękne tego roku)." Ten wiersz "Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westarplatte. From Wikimedia Commons, the free media repository. Jump to navigation Jump to search. File; File history; File usage on Commons; Metadata „Pory roku” poruszają pewne zagadnienia, a artystyczne stanowisko autorki w każdym właściwie wypadku opiera się przede wszystkim na empatii – to sam rdzeń tego, czego powinniśmy oczekiwać po literaturze zaangażowanej. Nie żałuję, drodzy Państwo, że „Lato” jest ostatnim tomem tetralogii, mimo że ta bardzo mi się podobała. 🇵🇱”Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem, prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte. A lato było piękne tego roku”- mówił do Ełczan, cytując Gałczyńskiego, Prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz. A LATO BYŁO PIĘKNE TEGO ROKU. REJON KONFLIKTU. RÓŻNE. PRACE NA PAPIERZE. INFO. Problem polega na tym, że przestaliśmy zadawać sobie tego typu pytania, a 03:10 Zaczęło się 1 września - odc. 2 - A lato było piękne tego roku; film dokumentalny; STEREO, Dla małoletnich od lat 12 03:40 Tajemnice Książnicy Pomorskiej - Odrobina Krakowa w Szczecinie; STEREO, 16:9, Bez ograniczeń wiekowych 03:55 Echa dnia; STEREO, 16:9 04:10 Sport w Regionach; STEREO, 16:9, Dla małoletnich od lat 7 Halina Dudzik (Jędrzejewska) razem z siostrą Danką w 1939 roku pierwszy raz pojechały na obóz harcerski w Góry Świętokrzyskie. Halszka (tak się do niej zwracano) miała wtedy 12 lat. Do tej pory wakacje zawsze spędzała pod troskliwym okiem mamy, tym razem musiała radzić sobie sama. 8QLhB. ​WIKTOR DYNDOAndrzej Pałys A LATO BYŁO PIĘKNE TEGO ROKU...11 WRZEŚNIA 2001​ 2011 W swojej sztuce Wiktor Dyndo pozornie pokazuje nam Wschód, jaki znamy… zamachy bombowe, permanentna wojna z terroryzmem, wszechobecny motyw arafatki, ornamentyka muzułmańska. Jego prace nasuwają skojarzenia z orientalizmem, nurtem w kulturze europejskiej, który rozwijał się wraz z epoką nowoczesną, a swoje apogeum przeżywał w końcu XIX wieku. Skojarzenie to jest słuszne, acz mylnym byłoby określenie Dyndo jako kontynuatora orientalizmu. Zestawiając prace dziewiętnastowiecznych orientalistów z płótnami Dyndo od razu dostrzegamy ich przeciwstawną wymowę. O ile Wschód w dawnym malarstwie przeważnie jawi się jako starożytna Arabia Felix, o tyle w dzisiejszych obrazach Dyndo widzimy przede wszystkim obraz zagrożenia i obcości. Można by stwierdzić, że po 11 Września świat uległ przemianie i dziś mamy do czynienia z osławioną wojną cywilizacji, którą Dyndo jako malarz Wschodu przedstawia. Byłby to jednak trop mylny. Zasadnicza różnica między dawnymi orientalistami a sztuką Wiktora Dyndo tkwi w samej istocie obrazu. Orientaliści udawali się na Wschód, odtwarzali fascynujące ich, egzotyczne fragmenty tamtejszego świata, poddawali je estetyzacji i tworzyli z nich spójną wyidealizowaną narrację o odległej krainie szczęśliwości. Ich dzieła tworzyły obraz Wschodu w odbiorze Europejczyków, taki obraz jaki odpowiadał marzeniom i tęsknotom europejskich mieszczan. Z kolei punktem wyjścia dla Dyndo, są obrazy Wschodu jakie znamy z elektronicznych mediów, obrazy jakie obecne są w masowej wyobraźni. O ile orientaliści tworzyli fragmentaryczny obraz Wschodu, o tyle Dyndo odsłania fragmentaryzm i fałszywość tego obrazu, co uwydatnione jest przez minimalne używanie środków formalnych. A zatem w większym stopniu niż Wschód obrazy te przedstawiają nasze spojrzenie na Orient, które wciąż oparte jest na powierzchownych sądach i emocjach. Sztuka Wiktora Dyndo odsłania pewną istotną dla kultury zachodniej właściwość. Mianowicie obrazowanie Wschodu, bardziej aniżeli poznaniu go, służy nam do wyrażania masowych emocji, dawniej były to marzenia, dziś są to lęki. ​ MALUJĘ LĘKI WSPÓŁCZESNOŚCI z Wiktorem Dyndo rozmawia Monika Kuc RZECZPOSPOLITA, 2011 Rz: Tytuł Pana nowej wystawy w Bochenska Gallery i obraz z wieżami World Trade Center, pokrytymi wzorami z chusty arafatki, nawiązują do tragedii sprzed 10 lat. Czy wszystkie prace na tym pokazie to hommage dla ofiar terrorystycznego zamachu w Nowym Jorku?​ 11 września 2001 roku był datą graniczną dla nowego Millenium. Traumą i symbolem nowych czasów - tak samo dla mnie osobiście, jaki w sensie globalnym. Ale obraz z wieżami to tylko punkt wyjścia dla serii prac, które nie komentują bezpośrednio tragedii. Mówią raczej o tym, co nastąpiło potem. O stanie naszej dzisiejszej świadomości, zdominowanej przez różnorodne lęki. Nie tylko wobec terroryzmu, ale także innych społeczno-politycznych zagrożeń. Nasz strach ma wiele twarzy, np. przed rosnącą potęgą Chin. Boimy się, że Chińczycy wkrótce zdominują świat... Jest pan zwolennikiem teorii nieuchronnego konfliktu cywilizacji, jak u Huntingtona? Nie, skąd. Zamachy i akty terroryzmu stosunkowo rzadko są skutkiem konfliktów między Wschodem i Zachodem. Znacznie częściej dochodzi do nich wewnątrz różnych państw. Niewinni ludzie giną głównie w Iraku i Afganistanie... W pewnym sensie uprawia pan sztukę zaangażowaną. Od małego interesuję się współczesnym światem. Oglądam telewizję, czytam gazety i jest to moja inspiracja do malarstwa. Na jednym z Pana obrazów pojawia się znak arabskiej telewizji Al-Jazeera. To ostrzeżenie przed jej manipulacjami i znak, że świat poznajemy zniekształcony przez media? Nie jest to tak jednoznaczne. Mimo że w tej telewizji Bin Laden emitował swoje oświadczenia. Równocześnie Al-Jazeera arabskojęzyczna, jak również wersja English, występuje przeciw wszystkim możliwym reżimom w państwach afrykańskich i arabskich. I dostarcza bardzo szczegółowych informacji o aktualnych wydarzeniach na przykład w Afryce, o których niewiele można się dowiedzieć z BBC czy CNN. Nie ocenia ich przy tym tylko z europejskiej czy amerykańskiej perspektywy. Warto ją pooglądać, pamiętając, że to obecnie okno na świat dla milionów widzów. Jednak pan sam nie ogranicza się do poznawania innych kultur poprzez media. Niejednokrotnie podróżował Pan na Bliski Wschód. Byłem na stypendium na wydziale malarstwa w Kairze. Jako pierwszemu Europejczykowi udało mi się je zdobyć i dziś mam tam wielu przyjaciół. Jeździłem też do Iranu. Na ten region świata jestem otwarty od dzieciństwa, bo moja mama jest iranistą-afganologiem. Miałem nawet w Iranie wystawę - pokazywałem cykl gwaszy inspirowanych architekturą muzułmańską, które powstały w Egipcie. Na pół abstrakcyjne, sprowadzone tylko do trzech kolorów - biało-czarne-czerwone. Irańczycy są bardzo zainteresowani sztuką współczesną, choć także czerpią z własnej symboliki, często trudno czytelnej dla Europejczyków. W najbliższym czasie planuje Pan podróże w odwrotnym kierunku... Teraz jadę do Madrytu. Będziemy tam z Dorotą Kozieradzką i Michałem Szuszkiewiczem malować wspólny obraz w witrynie sklepowej. Podobną akcję przeprowadziliśmy wcześniej w Warszawie. To projekt Agnieszki Sural realizowany w ramach polskiej prezydencji przez warszawską Galerię Witryna. Potem będę miał indywidualną wystawę w Knoxville w Stanach. Co tam Pan pokaże? Obrazy - „Mapy konfliktów", które malowałem po dyplomie i najpierw wystawiałem w Bochenska Gallery. To z jednej strony mapy realnych politycznych konfliktów w Pakistanie, Jordanii, Kaszmirze, Indiach, Sri Lance, Bangladeszu. A z drugiej, jak zawsze, nie poprzestaję w nich na problemach społeczno-politycznych. Jestem przede wszystkim malarzem. I równie interesują mnie kwestie estetyczne. Poruszam się na granicy abstrakcji, starając się wyrazić realne problemy w napięciach linii, koloru i światła bez tytułu, 2011, olej na płótnie, 51 x 44 cm ISLAM A TERRORYZM, 2009, olej na płótnie, 160 x 120 cm HURGHADA, 2011, olej na płótnie, 140 x 170 cm FOBIA, 2010, olej na płótnie, 140 x 140 cm JIHAD...!41 x 55 cm, olej/płótno, 2010BRAMKA45 x 33 cm, olej/płótno, 2010PROBLEM75 x 100 cm, olej/płótno, 2010RED ALERT110 x 170 cm, olej/płótno, 2010JIHAD! JIHAD!110 x 130 cm, olej/płótno, 2010bez tytułu33 x 41 cm, olej/płótno, 2010BEZ KOMENTARZA46 x 55 cm, olej/płótno, 2011bez tytułu85 x 130 cm, olej/płótno, 2010X-RAY130 x 180 cm, olej/płótno, 2010NAPIS20 x 40 cm, olej/plótno, 2010FLAGA NA MASZCIE180 x 130 cm, olej/płótno, 2011NALOTY KONTROLOWANE40 x 70 cm, olej/płótno, 2010AL-JAZEERA13 x 13 cm, olej/płotno, 2008Zdjęcia z wystawy, "A LATO BYŁO PIĘKNE TEGO ROKU...11 WRZEŚNIA 2001", Bochenska Gallery, wrzesień, 2011okładka ksiażki Judith Butler "Ramy wojny", Instytut wydawniczy KSIĄŻKA I PRASA Tak, lato było piękne. Pomijając masy robactwa i suszę, lato było piękne. Nadchodził koniec czerwca, a wraz z nim zwołany na wyspę Thanedd zjazd czarodziejów i czarodziejek. Stwierdza się całkowity brak koronowanych głów, którzy od czasu bitwy pod Sodden mają z czarodziejami na pieńku. Można powiedzieć, że w kwestii polityki wobec magów, królowie północnych krain przyjęli linię cesarza Nilfgaardu. Nie wiadomo co będzie dalej, gdyż wszyscy mówią o zbliżającej się wojnie, czego zwiastunem jest zawsze Dziki Gon. A skoro i o cesarstwie mowa, Nilfgaard zdążył już ustanowić na zajętych po wojnie z Cintrą terenach swoją władzę i swoje prawo. Wieś nazywana Zmianą, położona na granicy Zarzecza i Górnego Sodden, jest idyllą. A przynajmniej tak może się wydawać. Nowy zarządca wsi, półelf Uistean Saoirse stara się jak tylko może, aby Zmiana w dalszym ciągu była spokojną i dobrze prosperującą osadą. Kupiecki trakt, który biegnie niedaleko wsi chciałby wykorzystać do wymiany towarowej, a to i owo w Zmianie jest – smoła, węgiel czy dobrej jakości drewno. Nie wszystkim jednak w smak zmiany w Zmianie – duża część mieszkających tutaj wyraźnie sprzeciwia się nowym porządkom, za którymi stoją wrogie tradycji elementa. Czarni, znienawidzeni Nilfgaardczycy. I oczywiście elfy. Bo nawet dzieci wiedzą, że wszystko, co złe, przez elfy. I balwierzy. A lato? Lato było piękne tego roku... Tradycyjnie od kilku lat wymieniani w gronie faworytów do awansu i tradycyjnie… obchodzą się smakiem. Tym razem ma być jednak inaczej. Miedź od początku sezonu ruszyła ostro z kopyta i po ostatnim derbowym zwycięstwie w meczu na szczycie wspięła się na pozycję momentu awansu w 2012 roku do 1. Ligi w Legnicy już kilka razy obserwowaliśmy podobny scenariusz. Przychodzi nowy trener, dokonywane są głośne transfery, które mają zapewnić awans. Kilka letnich kolejek, spory zawód i u progu kalendarzowej jesieni pospieszne szukania kolejnego szkoleniowca. W takich okolicznościach z pracą w Miedzi żegnali się: Wojciech Stawowy, Rafał Ulatowski i Ryszard Kuźma. Lato 2017 to jednak zgoła odmienna sytuacja. Piłkarska aura dopisała „Miedziance”, a trener Dominik Nowak zaliczył bardzo udane wejście do nowego klubu. Legniczanie wygrali cztery z dotychczasowych siedmiu spotkań, jako jedyni w stawce nie zaznali goryczy porażki, mogą się też pochwalić największą liczbą strzelonych goli. Dobre wyniki, jak to zazwyczaj bywa, przełożyły się szybko na ogólna dobrą atmosferę wokół klubu. Ostatnie domowe spotkanie oglądało z trybun stadionu Orła Białego trzy tysiące widzów. Kibice chętnie też pojawiają się na treningach, by z bliska obserwować przygotowania drużyny do kolejnych występów. Gra Miedzi w tym sezonie to połączenie efektywności z efektownością. W talii trenera Nowaka jest wiele mocnych kart, ale wypada wymienić tych, którzy w największym stopniu decydują o dyspozycji zespołu. Wojciech Łobodziński pomimo drobnych problemów zdrowotnych jest wciąż motorem napędowym i indywidualnością, skupiająca na sobie atencję kilku rywali. Szybko wkomponowali się Adu Kwame i Rafał Augystaniak, którzy za szkoleniowcem zdecydowali się na przeprowadzkę z Suwałk do Legnicy. A na lidera defensywy szybko wyrósł ograny w ekstraklasie Tomislav Bożić. Na osobny akapit zasłużył Łukasz Garguła. Jak na pierwszoligowe realia to piłkarz przez duże „P”. Były reprezentant Polski, mistrz kraju w barwach Wisły Kraków, autor ponad trzydziestu bramek na poziomie ekstraklasy. Nie zawsze jednak grał w Miedzi na miarę ogromnych możliwości i oczekiwań. W bieżących rozgrywkach, pomimo 36 lat na karku prezentuje się tak dobrze, że nikt nawet nie ośmieli się patrzeć w jego PESEL. Garguła bardzo dobrze wygląda fizycznie, a na tej bazie w oparciu o swoje umiejętności jest w stanie zrobić bardzo wiele dobrego. Udany początek stanowi optymistyczny prognostyk na dalszą fazę rozgrywek. Miedź nie musi już na wstępie odrabiać utraconego dystansu. Tym razem to legniczanie uciekają reszcie stawki. Czy to zwiastun historycznego wydarzenia? Wszak „Miedzianka” ma już na koncie Puchar Polski, występy w europejskich pucharach (przeciwko słynnemu AS Monaco), ale jeszcze nigdy nie grała w ekstraklasie. Właściciel klubu Andrzej Dadełło marzy o tym, by wreszcie awansować do krajowej elity i co godne podkreślenia nie zniechęciły go niepowodzenia ostatnich lat. Awans to również wielkie marzenie trenera Nowaka. Już dwa razy był bliski zrealizowania tego celu – z Flotą Świnoujście i Wigrami Suwałki. Za każdym razem czegoś jednak finalnie zabrakło. Wiele by dał, by sprawdziło się znane porzekadło, mówiące, że „do trzech razy sztuka”. Sam jednak podchodzi do tego spokojnie i zamiast napawania się pierwszymi sukcesami, woli dostrzegać mankamenty, które trzeba jeszcze wyeliminować. Taki podejście może się okazać kluczem do sukcesu. Autor: Leszek Bartnicki, Fot. Miedź Legnica